Więc tak, długotrwały brak opadów atmosferycznych pod postacią deszczu stopniowo zaczął powodować zmniejszanie się poziomu wody w obu moich studniach co z czasem doprowadziło do...
Uwaga!
Braku wody w pierwszej studni i...
Uwaga!
OooO dziwo braku wody również w drugiej studni.
Konsekwencją czego jest ogólny brak wody w domowej instalacji hydraulicznej. Ten stan rzeczy mnie zasmuca i przytłacza gdyż nawet nie mogę sobie du*** tych no czterech liter umyć nie wspominając już o tym że ja nałogowo piję herbatę i teraz nałogowo odczuwam duży niedosyt herbaty w moim organiźmie.
piątek, 31 sierpnia 2007
poniedziałek, 27 sierpnia 2007
Grrrrrr....
I znów pożarłem się z mamą.... Nie rozumie jej wogóle pod żadnym względem. Twierdzi że mówiła mi o czymś o czym wogóle sie nie odezwała, całkowicie zmienia plany i drze sie o to bez sensu i powodu!!!! Już wiem po kim mój brat ma taki chory i całkowicie przykry charakter !!!
czwartek, 23 sierpnia 2007
Miluchno
Właśnie wróciłem do domu ze spotkania z Przyjaciółką ze starej klasy. Wróciłem razem z moim słoneczkiem Karolinką, właśnie przed chwilką zasnęła... więc cichutko proszę się zachowywać żeby jej nie obudzić :) tak słodko śpi.... Kocham Ją :**:
wtorek, 21 sierpnia 2007
Chwila czasu...
Wreszcie mam chwilę spokoju, a co z tym się wiąże to ze ta notka będzie dosyć długa i obszerna :) nie wiem czy to was akurat cieszy czy smuci ale i tak sie rozpiszę o ostatnich dniach dosyć szczegółowo... w piątek kończyliśmy przygotowanie remizy na festyn i 10lecie zespołu, była masa roboty i jak w sumie pojawiłem się tam około 14:00 to do domu wróciłem, no właśnie nawet nie do domu tylko do mojego serduszka pojechałem po godzinie chyba 22:00, pewnie myślicie teraz co ja tam tyle robiłem?? hmm, ogólnie pomagałem, najpierw przywoziliśmy z harcówki w Piasków drurzków czy jakoś tak łóżka dla węgrów, było to tylko 60 łóżek więc co to takiego jest :P do nich były dołączone materace więc było tego sporo w sumie to dwa duże samochody dostawcze, dowieźliśmy łóżka na miejsce i po drodze jeszcze zabraliśmy 15 ławek do siedzenia które poszły na trybunę przed sceną akurat na tych ławkach posiadali VIP-y (V-very I-impotent P-person ) to taki śmieszny skrót :P i zarazem żart. Gdy załatwiliśmy tą sprawę to zacząłem kosić trawę koło remizy, masakra ze 2 godziny koszenia we dwie osoby i żeby było miło końcówka koszenia była w mocnym deszczu :( ale gdy skończyłem było około godz 20:00 więc szybko do domciu wykąpać się i na próbę znów do remizy, tam przetańczyliśmy wszystkie przygotowane na niedzielną imprezę układy, zeszło nam przy tym gdzieś do godziny 22:00 a potem to tylko odwiozłem znajomych do knajpki i pojechałęm do mojej Ukochanej :**: Sobota była dla mnie dniem spokojnym, spędziłem ją prawie całą w pracy. Niedziela i tu juz było trochę atrakcji :D w remizie pokazałem się o 14:30 i już było śmiesznie... bo struj w którym miałem tańczyć poloneza na rozpoczęcie imprezy był na mnie zdecydowanie dużo za mały... sobie myślę coś się zrobi i zatańczę w innym stroju ale choreograf nie wyraził na to zgody i tańczyć musiałem w takim małym ubranku ;) już przy samym zakładaniu spodni pękły mi one w dwóch miejscach... :/ a żeby gorzej nie było to je pospinałem agrafkami :D hehe nie ma to jak błyskotliwy umysł :)i teraz jazda, kaftan dużo o dużo za mały.... o zapięciu się w jakikolwiek konwencjonalny sposób na guziki i inne tam gotowe haczyki było z góry niemożliwym do zrealizowania!!! w końcu koleżanki z zespołu pospinały mnie agrafkami i prze śmiesznie wyglądałem i prawie wogóle się ruszać nie mogłem ale jakoś się udało wystąpić. Całą imprezę prowadził Pan Dudzik, no on to ma gadane:D potrafił zająć widownie no i dobrze ją rozbawić :D występowałem w tym dniu na scenie w 4 układach tanecznych 1Polonez 2wyskubek 3rzeszów 4pogórze po już 3 układzie miałem serdecznie dość!!! na scenie w tym dniu występowali także: grupa śpiewacza z Gwoździca, dwukrotnie średnia grupa naszego zespołu pieśni i tańca oraz nasi goście z węgier, wystąpili oni chyba w 4 układach ale pewien nie jestem tego :) potem jeszcze publiczność zabawiała grupa muzyczna z okolic babiej góry, jak się nie trudno domyślić to grali fajnie po góralsku :) potem to jeszcze tylko pokaz tańca z ogniem :D i zabawa :) do której przygrywała kapela Albatrosy. Ja z imprezy zwiałem dosyć szybko było gdzieś po 23:00 a to dlatego że w poniedziałek jechałem do krakowa i pasowało się wyspać. W poniedziałek spędziłem wspaniały dzień :**: za który odrazu pragnę podziękować Karolince :) Dziękuję, kocham Cię :**: w sumie planowaliśmy więcej atrakcji niż nam się udało zaliczyć a wszystko z powodów od nas niestety niezależnych ale tak to już niestety bywa :( ogólnie to pogoda dopisała, humor dopisał, piwo dopomogło więc było rewelacyjnie "i po3 to uwaga szał umiem jeździć bez trzymania kierownicy"
poniedziałek, 20 sierpnia 2007
Się dzieje
Się dzieje, i to dosłownie :) w sobotę przyjechali węgrzy, masakra 60 osób z samego zespołu!!! Przyjechali na 10lecie naszego zespołu. Wczoraj był też festyn, ile ludzi na nim było, chyba największa impreza w okolicy w tym roku A.D. 2007 :D Jak tylko będzie mi dane dorwać fotecki z tej imprezy to oczywiście jakieś wystawię na blogu do obejrzenia :D wtedy zobaczycie jak się bawi Gwoździec ;)
sobota, 18 sierpnia 2007
czwartek, 16 sierpnia 2007
Smutno
Wczoraj byłem na odpuście w sąsiedniej miejscowości... A dziś, siedzę w domu i wykonuję polecenia mamy i dziadka. Dlaczego święta muszą tak krótko trwać? Czy nie może tak być że czas wolny z czasem pracy pozamieniają się miejscami? i wtedy będziemy mało pracować a dużo świętować, odpoczywać i przebywać ze sobą. Najgorsze w tym wszystkim jest to nagłe przestawienie się z czasu odpoczynku na czas pracy, jest miło spokojnie spędzamy czas z ukochaną osobą lub osobami a dzień później, po krótkim śnie wszyscy są gdzieś daleko i mają bardzo mało czasu dla siebie nawzajem, smutne ale prawdziwe...
poniedziałek, 13 sierpnia 2007
Zmiany
Nadszedł czas na zmianę!!! przynajmniej próbę zmiany jednej z moich durnych cech charakteru przez którą stale nie mam nic tylko wewnętrzne problemy!!!
sobota, 11 sierpnia 2007
Zamieszanie
I znów mi się wszystko pomieszało, planowałem co innego ale jednak wyszło coś innego!! Występ znów występ, a miały być dwa tygodnie wolnego, to nie tylko występ i to jeszcze w sobotę!! gorzej trafić nie mogli! Ehh jedziemy do Starego Sącza, i mało tego nie mam z kim tańczyć moja stałą partnerka jest w pracy (bo to dziś jest sobota) a zastępcza jest chora ale jednak jechać muszę!! a ja pytam tylko po co?? skoro i tak prawdopodobnie tańczył nie będę :/ ehhh potrafią człowiekowi zepsuć dzień!!! nic, kończę i uciekam....
wtorek, 7 sierpnia 2007
Wakacyjny wyjazd
Sobota upłynęła pod znakiem samego miasta bo w sumie zwiedziliśmy skocznie i zjeździliśmy tez przy okazji kawałek miasta. Tak upłynęła nam sobota do południa, potem szybki obiadek i wyjście na Góbałówkę a potem szczytem na Butorowy wierch i zjazd kolejką linowo-krzesełkową. Było by bardzo miło ale nie dopisała do końca pogoda zamiast widoku na panoramę tatr widzieliśmy chmury a na nas padał momentami dosyć mocno deszcz. Do domku dotarliśmy po godzinie 18... potem to już tylko kolacja i sen :) Niedziela, ostatni dzień :( byliśmy w kościółku po powrocie śniadanie i pakowanie, o godzinie 12 pokój już był pusty i wysprzątany a my pożegnaliśmy się z Panią u której gościliśmy. Wyjechaliśmy około godziny 13 byliśmy już pieszo w drodze do morskiego oka... bite 2 godziny spaceru w jedną stronę! po zjaściu na miejsce i chwili odpoczynku połaczonego z posiłkiem wyruszyliśmy nad czarny staw, około godziny spaceru w jedną stronę najpierw brzegiem morskiego oka a potem stromą ścieżką pod górkę. Na miejscu tak jakby specjalnie dla nas na dosłownie 2 minutki spośród chmur wyłoniły się szczyty i zaświeciło słońce, ten ogrom tego wszystkiego do okoła był niesamowity! Jeszcze parę zdjęć i wracamy. Zejście tym stromym zboczem budziło w nas więcej obaw niż to wartało, wydawało się ciężko i strasznie w żeczywistości tak nie było :) na szczęście. Potem powrót pod schronisko i zejście na parking gdzie stał samochód. Matko jak tam było drogo! za 7 godzin parkowania zapłaciłem 21 zł normalnie rozbój w biały dzień!!! No cóż ale zapłaciłem i w końcu powrót do domu... spokojny, kulturalny, aż można powiedzieć że czułem że nie jeżdżę po Polsce, taka kultura na drodze jak nigdy!!! w parę samochodów jechaliśmy stale jednakowo, nikt nikogo nie wyprzedzał, nie podjeżdżał no normalnie idealnie! w domu byłem coś po 23 z samochodu zabrałem torby zaniosłem do pokoju, wypiłem upragnione piwko i poszedłem spać :) w poniedziałek rano obudziła mnie mama, i jak by nigdy nic wymieniła mi listę zajęć na cały dzień :/ wtedy poczułem się fatalnie ale co zrobić!!! takie jest życie.
Pozdrawiam :**:
piątek, 3 sierpnia 2007
Oczekiwanie

czekam... teraz już tylko czekam. Już za godzinę wyjeżdżam na upragnione wakacje z moim prywatnym Janiołkiem. Od samego rana miałem pełno zajęć. Rano kończyłem pracę ze wczoraj, potem przyjechałem do domu i tu odrazu wziąłem się za robotę i wyczyściłem dwa autka potem się spakowałem i przygotowałem mamie żeby podczas mojej nieobecności nie zabrakło jej jedzenia dla kur kaczek i indyków to naśrutowałęm jęczmienia, owsa i pszenicy i przyniosłem lucerny którą też potem zszatkowałem... teraz siedzę i czekam :( czekam i czekam... zaczyna mnie to dobijąć, jeśli jest brak zajęć to czas tak wolno płynie... a gdy jest wesoło to umyka momentalnie i nie ma po nim nawet śladu. Nie mogę się doczekać, już dzis wieczorem będę w całkiem innym miejscu i innymi ludźmi... Hura mam zajęcie :) dziadek mi coś wymyślił i czas juz szybciej zaczyna biec :) Pozdrawiam :**:
czwartek, 2 sierpnia 2007
I po żniwach
właśnie wpadłem do domu, ostatnie snopki zostały zwiezione z pola, teraz oczekiwanie na dożynki które w sumie ostatecznie się nie odbędą :( szkoda... ale w sumie ludzka zawiść i zazdrość nie zna granic. Cała sprawa wygląda tak...
W miesiącu sierpniu miała być u mnie w wiosce masa imprez, 10lecie zespołu folklorystycznego do którego należę i w którym mam czynny udział, zawody strażackie, dożynki Co do tych ostatnich to ostatnio słyszało się głosy ze dożynki nie dojdą do skutku ponieważ sołectwa nie zgłaszały chęci przyjazdu z wieńcami do nas, dziś się dowiedziałem, że faktycznie dożynek nie będzie :( a wszystko przez gminę podobno to właśnie oni nakłonili i buntowali przeciwko nam sąsiednie miejscowości, moim zdaniem to wina zakliczyna bo oni zazdroszczą nam że organizacja tylu imprez należy do Gwoździca przynajmniej tak słyszałem ze były głosy.... bo Gwoździec ma zespół, klub sportowy, najlepszą OSP, oni organizują zawody strażackie to u nich będzie 10lecie zespołu, u nich będą mieszkać węgrzy którzy przyjadą do naszego zespołu u nich mają być pierwsze dożynki w gminie zakliczyn.... i całą masa takich pretensji.... ale co im do tego że my chcemy organizować i udzielać się a oni nie??? i przez to mają psuć nam imprezy??? Nie rozumiem takiego postępowania!!!
środa, 1 sierpnia 2007
Lekki start

Półmetek wakacji, niestety. Oczekuje na weekend zapowiada sie cudownie jaki będzie i jak sie skończy tego nie wiem ale sie dowiem, potem może napisze co nieco jaki był, co robiłem i gdzie byłem. A teraz?? żyję, dla siebie, rodziny, dziewczyny, w sumie to głównie dla Niej!! Właśnie znów rozwalił mnie mój brat, teoretycznie brat, praktycznie to go w szpitalu chyba podmienili, całkowita pomyłka losu, o zupełnie innym charakterze niż mój! Ja siedzę sobie teraz spokojnie przy komputerze on wchodzi do mnie i bez powodu zaczyna krzyczeć i prowokować mnie wstaje zaczynam go gonić, łapię tłukę a on sie cieszy!! chore!!!!! to wszystko jest chore!!! a najgorsze jest to ze niektórzy to akceptują!!!( mama ona wierzy mu w każde słowo, tata już sie przekonał jaki on jest i też tak jak i ja mu nie wierzy) Kończę na teraz pozdrawiam wszystkich odwiedzających i komentujących.
Dobranoc :**:
Subskrybuj:
Posty (Atom)
